Hand lettering

Kaligrafia piórem

Hej!

Ponieważ swoją artystyczną przygodę zaczęłam od kaligrafii, dlatego też zamierzam ją Wam opisać. Pierwsze miejsce gdzie człowiek szuka czegoś do nauki to internety. Niestety tu wszystko było porozrzucane i informacje, które teraz Ci przekażę są z różnych źródeł, ale też również z własnego doświadczenia.

Pierwsze, czego kazano się uczyć w internetach było faux calligraphy, czyli po naszemu oszukana kaligrafia. Dlaczego oszukana? Ponieważ jak wiecie (lub nie) kaligrafia polega przeważnie na pisaniu grubszych i cieńszych linii w literach w odpowiednich miejscach. Nie mając flexującego pióra (czyli takiego, które uginając się robi szersze linie) robi się to sztucznie… czyli dorysowując grubsze linie w odpowiednich miejscach. Można to robić zwykłym ołówkiem lub długopisem.

Moja najpierwsiejsza praca ever wyglądała tak:

I przepadłam, spodobało mi się, zaczęłam szukać kogoś, kto posiada pióro. Takie zwykłe normalne pióro. Pożyczyłam Parkera od koleżanki i gdy napisałam swoje imię to doszłam do wniosku, że tak. Podoba mi się. To może być moje hobby i od dziś będę uczyć się ładnie pisać.

Pierwszych zakupów dokonałam na Tiintadlaplastykow.pl

Pióro, które kochałam i nienawidziłam jednocześnie to Broad 0,7mm. Kochałam, bo ćwiczenie gotyku dawało natychmiastowy efekt. Efekt wow, bo było ładne – i efekt „o kurna po co mi to” gdy ręka mi odpadała z bólu. Naprawdę ćwiczyłam długo (miesiąc) ćwicząc dzień w dzień po 10-20 minut. Tak wyglądały moje uzupełnione szablony. Pomnóż sobie je x 10.

Efekt gotyku, jaki uzyskiwałam był fajny, ale gdy usłyszałam pierwszy heheszek, żebym napisała „Adolf Hitler” to postanowiłam zmienić krój pisma i przeskoczyć na ten, który mi się bardzo podobał czyli Copperplate. I wróciłam do ćwiczeń na szablonach.

Nie używałam konkretnego pióra, tylko znowu atakując tintę plastyczną zakupiłam obsadkę, stalówkę  i tusz. Oczywiście wszystko najtańsze wersje, żeby zobaczyć czy to w ogóle jest dla mnie. Siadając po raz pierwszy do nauki czułam się jak starodawny pisarz. Od czego zaczęłam?

 

 Stalówka – Shorthand 40 – trzeba do niej dużo nauki i cierpliwości, ponieważ jest mocno flexująca. Ja się sporo na niej nadenerwowałam, bo robiła mi kleksy, plamy i tusz spływał z niej jak woda z kaczki. Dopiero po czasie dowiedziałam się, że przed pierwszym użyciem dobrze jest wyszorować stalówkę płynem do mycia naczyń i miękką szczoteczką do zębów, żeby pozbyć się resztek smaru z niej. Osobiście dopiero po trzecim wyszorowaniu moja stalówka zaczęła pisać tak jak tego chciałam.  Czytałam też o wersjach podpalania stalówki na 2 sekundy w ogniu świeczki… ja jednak nie miałam do tego odwagi.

Obsadkę zakupiłam skośną. Jest ona najlepsza do ćwiczenia Copperplate’a do którego należy pisać pod kątem 55-60 stopni (nigdy absolutnie nie sprawdzałam pod jakim kątem piszę :D) a tusz, pierwszy lepszy, który znalazłam na tincie. Cały komplet wyglądał tak:

Miałam olbrzymią motywację w postaci pisania ręcznie życzeń urodzinowych. Zawsze dobra byłam w składaniu życzeń, więc wykorzystałam to przelewając słowa na papier. Z czasem zaczęłam dołączać obrazki… ale to temat na kolejny artykuł 

Mam nadzieję, że Cię zachęciłam i jeśli nie masz swojego hobby to już za 15 zł możesz spróbować, czy jest to dla Ciebie.

Buziam, Natalia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *